Dni
mijały w miłej atmosferze. Aż nadszedł dzień ostatniego
koncertu, kiedy nadeszła ta chwila pożegnania z naszymi fanami, aż
uroniłam kila łezek. Damian to najzwyczajniej zauważył bo od razu
mnie przytulił. Po zakończonym koncercie wszyscy w ponurych
humorach udalialiśmy się do autobusu, nie chciałam z nikim
rozmawiać więc udałam się do pokoju i położyłam się na łózko.
Nie minęło nawet pięć minut kiedy do pokoju wszedł Damian.
-Domi,
kochanie coś się stało?
-Nie
tylko się źle czuje.
-Tylko
to, widzę przecież że coś cię gryzie.
-Ok,
bo jak wrócimy do siebie do domów to będziemy się rzadziej
spotykać i boje się że nasz związek nie przetrwa.
-Wiesz
przecież że tak nie będzie.
-Skąd
masz taką pewność, wy wrócicie do Warszawy a ja w Jodłowej. Na
próby przecież nie będę jeździć prawie 500 kilometrów
codziennie.- po tych słowach się rozpłakałam a Damian od razu
mnie przytulił.
-Ciiii,
nie płacz wiesz przecież że tak nie będzie. Będziemy cię
odwiedzać kilka razy w tygodniu.
-Damian
przecież tak się nie da żyć. Lepiej będzie dla nas jak zerwiemy
ze sobą.
-Ale...-
nie dałam mu dokończyć.
-Nie
Damian nie ma żadnego ale to koniec.- po tych słowach udałam się
do łazienki. Zobaczyłam jeszcze że Damian prawdopodobnie płacze.
Dziewczyny mnie się pytały co się stało ale ja im nie
odpowiedziałam tylko poszłam do łazienki i się zamknęłam. Od
razu po zamknięciu drzwi na klucz rozpłakałam się, przecież to
nie mogło się tak skończyć. Po piętnastu minutach płaczu,
wzięłam prysznic i poszłam spać, nie zwracałam uwagi na
dziewczyny i chłopaków którzy pytali co się stało a ja im ino
odpowiedziałam że źle się czuje. Wchodząc do pokoju miałam
nadzieje że Damian jeszcze tam będzie ale jego już tam nie było.
Spakowałam szybko swoje rzeczy do walizek i poszłam spać,
przynajmniej próbowałam usnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz