środa, 20 lipca 2016

Rozdział 12

Dni mijały w miłej atmosferze. Aż nadszedł dzień ostatniego koncertu, kiedy nadeszła ta chwila pożegnania z naszymi fanami, aż uroniłam kila łezek. Damian to najzwyczajniej zauważył bo od razu mnie przytulił. Po zakończonym koncercie wszyscy w ponurych humorach udalialiśmy się do autobusu, nie chciałam z nikim rozmawiać więc udałam się do pokoju i położyłam się na łózko. Nie minęło nawet pięć minut kiedy do pokoju wszedł Damian.
-Domi, kochanie coś się stało?
-Nie tylko się źle czuje.
-Tylko to, widzę przecież że coś cię gryzie.
-Ok, bo jak wrócimy do siebie do domów to będziemy się rzadziej spotykać i boje się że nasz związek nie przetrwa.
-Wiesz przecież że tak nie będzie.
-Skąd masz taką pewność, wy wrócicie do Warszawy a ja w Jodłowej. Na próby przecież nie będę jeździć prawie 500 kilometrów codziennie.- po tych słowach się rozpłakałam a Damian od razu mnie przytulił.
-Ciiii, nie płacz wiesz przecież że tak nie będzie. Będziemy cię odwiedzać kilka razy w tygodniu.
-Damian przecież tak się nie da żyć. Lepiej będzie dla nas jak zerwiemy ze sobą.
-Ale...- nie dałam mu dokończyć.

-Nie Damian nie ma żadnego ale to koniec.- po tych słowach udałam się do łazienki. Zobaczyłam jeszcze że Damian prawdopodobnie płacze. Dziewczyny mnie się pytały co się stało ale ja im nie odpowiedziałam tylko poszłam do łazienki i się zamknęłam. Od razu po zamknięciu drzwi na klucz rozpłakałam się, przecież to nie mogło się tak skończyć. Po piętnastu minutach płaczu, wzięłam prysznic i poszłam spać, nie zwracałam uwagi na dziewczyny i chłopaków którzy pytali co się stało a ja im ino odpowiedziałam że źle się czuje. Wchodząc do pokoju miałam nadzieje że Damian jeszcze tam będzie ale jego już tam nie było. Spakowałam szybko swoje rzeczy do walizek i poszłam spać, przynajmniej próbowałam usnąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz